Not a born traveller!

I’m definitely not a born traveler. Although when I have been studying, I was coming back almost every weekend home, what required me to pack my things for the whole weekend (unfortunately I took all of my stuff with me to the new flat in Poznan :( ), I still have big problems with matching appropriate things, predicting the weather or occasions, which I will participate in. The best solution would be to take many outfits for every possibility but I don’t really like carrying it and in spite of suitcases on a wheels, sooner or later you will have to lift all of those kilograms you’ve packed (like for example broken lift, old train station or just a higher curb, where you cannot just pull it (and thereby damage wheels or a bottom of a suitcase :P )). Besides I usually forget something really important, connected with a flight, like TICKETS :) When we flew to Poland to visit my parents, I completely didn’t pay attention to the fact, that WizzAir does not accept boarding cards in electronic version, therefore 5 minutes before leaving for an airport, we tried to print them on a damaged printer. We have been lucky! Additionally we didn’t read carefully regulations of the WizzAir, that it differs from other airlines due to the size of your hand luggage. Suitcases which passed to almost every airline we travelled with, turned out to be couple centimeters bigger. Surcharge was waiting for us but unfortunately we didn’t have a retreat, because we were standing just in front of the airplane entrance.

 

Next trip – next adventure. One month later, when I flew on my business trip to Cracow, it happened exactly the same thing. One day before I printed flight tickets intricately inclusive THE REGULATIONS, what the particular airline wish from its passengers and what should you pay extra attention on during travelling with the line. The whole bundle of documents had like 10 pages (including boarding passes). Just in case I’ve already prepared everything in the morning, so I won’t forget anything, Additionally I thought about sending the tickets to my mail, if I will lose them somewhere on my way. It ended up just on thoughts. I was ready on time with my tasks and at the moment when I was supposed to go home I got three extra tasks, which needed to be done on the same day. So minutes and hours passed by and I had to do so many things at home before the trip. When I finished everything I left the office LEAVING the tickets on my desk. Disaster! I started calling everybody in the office, if maybe somebody is still at work but unfortunately most of them just went home. I was like 20 minutes away from the office. Luckily one of my colleagues picked up the phone while being at work and sent me my tickets per E-Mail so I could print them at home. Packing my things took me so much time, that I felt no longer like doing this travel.

 

Fortunately it was worth it. Cracow is an amazing city (though it’s incredibly crowded) and its whole atmosphere bewitch at every point. It is a pity, that my business travel lasted only one day, so I didn’t have time to visit the city :( I just could manage to walk through Old Square, quickly run through Sukiennice and collect my friend from the train station. By the way I went to shopping center (it was after 9 p.m.) and I dropped in on Mohito. The outfit I shopped in Cracow, you would see in the next post from Düsseldorf :)

 

 

And the best thing which happened to me in Cracow was the visit of my dear best friend, who came specially to meet me in Cracow just for one evening, so we can spend at least couple of hours together. It was perfect! :)

 

 

Kisses :)

 

 

 

Zdecydowanie nie jestem urodzoną podróżniczką. Mimo, że na studiach regularnie wracałam do domu, co wymagało spakowania rzeczy na cały weekend (niestety wszystkie moje rzeczy przeniosłam ze sobą do mojego poznańskiego mieszkania :( ), to niestety wciąż dobranie odpowiednich rzeczy, przewidzenie odpowiedniej pogody czy okazji, w której przyjdzie mi uczestniczyć sprawia mi niemałe trudności. Najlepszym sposobem jest zabranie outfit’ów na każdą okazję, jednakże bardzo nie lubię dźwigać i pomimo wynalazku jakim są walizki na kółkach, zawsze znajdzie się przynajmniej jeden taki moment, w którym będziesz musiała podnieść spakowane kilogramy, jak np. popsuta winda, stary dworzec, czy po prostu wyższy krawężnik, pod który nie będzie można po prostu jej podciągnąć (i tym samym zniszczyć kółka lub dół torby :P ). Poza tym, przeważnie zapominam czegoś strasznie ważnego – związanego z lotem, a mianowicie biletów :D Gdy lecieliśmy z D. do Polski, odwiedzić moich rodziców, zupełnie nie zwróciłam uwagi, że WizzAir nie życzy sobie elektronicznych kart pokładowych, w związku z czym 5 minut przed wyruszeniem na lotnisko w panice próbowaliśmy wydrukować je na zepsutej drukarce. Udało się. Dodatkowo nie doczytaliśmy informacji, że WizzAir różni się od innych linii lotniczych, wielkością bagażu podręcznego. Walizki, które mogliśmy zabrać na pokład były sporo większe, niż te pasujące do każdej innej linii lotniczej. Czekała więc na nas spora dopłata, ale niestety nie było już odwrotu, gdyż staliśmy przy samym wejściu do samolotu.

Następna podróż – następna przygoda. Miesiąc później lecąc w podróż służbową do Krakowa stało się to samo. Dzień wcześniej misternie wydrukowałam bilety, wraz z INSTRUKCJAMI, co dana linia lotnicza życzy sobie od swoich pasażerów i na co powinno zwrócić się szczególną uwagę. Cały plik liczył około 10 stron (wraz z kartami pokładowymi). Na wszelki wypadek przygotowałam wszystko już rano tak, by w ferworze obowiązków nie zapomnieć wydrukować niczego. Dodatkowo pomyślałam o wysłaniu biletów na maila, gdybym po drodze jakimś cudem je zgubiła. POMYŚLAŁAM i na tym się skończyło. Byłam perfekcyjnie wyrobiona w czasie, gdy już miałam wychodzić do domu dostałam trzy  nowe zadania do wykonania, które niestety musiały być zrobione tego samego dnia. No i tak leciały kolejne minuty/ godziny w pracy, a ja miałam tyle do zrobienia przed wyjazdem. Jak tylko uporałam się z obowiązkami, wyszłam jak gdyby nigdy nic z pracy ZOSTAWIAJĄC bilety na stole! Katastrofa!! Zaczęłam wydzwaniać do znajomych z pracy, czy któreś z nich przypadkiem nie jest jeszcze w biurze, jednakże pechowo większość z nich poszła już do domu, a ja byłam już jakieś 30 minut drogi od pracy. Na szczęście jedna z koleżanek odebrała telefon i cudem będąc jeszcze w biurze przesłała mi bilety mailem i mogłam je wydrukować. Pakowanie zajęło mi tyle czasu, że odechciało mi się całej tej podróży.

 

Na szczęście było warto. Kraków jest przepiękny (mimo, że niesamowicie zatłoczony :P ), a cała jego atmosfera urzeka na każdym kroku. Niestety moja podróż służbowa trwała tylko jeden dzień, więc nie miałam czasu zwiedzać :( Udało mi się przespacerować po rynku, udać się biegiem na sukiennice i odebrać przyjaciółkę z dworca, gdzie obowiązkowo w galerii handlowej (było już po 21:00)  zajrzałam do Mohito. Stylizację z krakowskim łowem zobaczycie już w następnym poście z Düsseldorfu :)

 

 

A najlepsze co przydarzyło mi się w Krakowie to odwiedziny mojej najlepszej przyjaciółki, która specjalnie przyjechała do mnie w odwiedziny na jeden wieczór, abyśmy mogły sobie chociaż przez kilka godzin porozmawiać. Było idealnie! :)

 

Buziaki :)

 

 

 

Write a comment

Comments: 0